• Pieniądze z nieba

    Mam świetny pomysł na biznes i poszukuję inwestora – od podobnych słów zaczęła się historia takich gigantów, jak Apple, Amazon.com czy Google. Także w Polsce coraz więcej firm powstaje dzięki aniołom biznesu, inwestującym w młode, dobrze rokujące firmy. Jak dzięki nim rozwinąć skrzydła?

    Gdyby nie dwójka inwestorów, którzy zaryzykowali i włożyli kilkaset tysięcy złotych swoich oszczędności w pomysł na biznes Jakuba Lipińskiego, jego firma przespałaby rewolucję na rynku telefonii komórkowej. A tak już niespełnarok od uruchomienia Polidea, producent aplikacji do telefonów komórkowych, zgarnia kontrakty warte nawet milion złotych, zatrudnia 30 osób, ma biura w Warszawie i Berlinie oraz otwiera oddział w Dolinie Krzemowej w USA.

    Lipiński przez wiele lat pracował jako architekt rozwiązań mobilnych dla największych producentów sprzętu telekomunikacyjnego. Jesienią 2008 r. odszedł z korporacji i założył własną firmę. – Zdałem sobie sprawę, jak uzależniam się od wygodnego życia i że jeśli nie spróbuję teraz, tomogę się nie zdecydować nigdy – wspomina szef Polidei. Dodaje, że od kiedy telefony komórkowe przestały służyć tylko do prowadzenia rozmów, rynek tzw. usług mobilnych (mapy, gry, serwisy społecznościowe, usługi bankowe, media i serwisy informacyjne) jest jedną z najszybciej rozwijających się dziedzin w branży telekomunikacyjnej (według ekspertów Strategy Analytics, w 2013 roku jego wartość ma przekroczyć 4 mld dolarów). Lipiński miał doświadczenie oraz pomysły, jak wykorzystać ten trend, lecz brakowało mu kapitału, kontaktów, biznesowego know-how. Tę lukę wypełnili dwaj biznesmeni z Lewiatan Business Angels, grupy prywatnych inwestorów inwestujących w młode firmy. Ofiarowali swoje pieniądze, znajomości oraz czas, by wspomóc projekt. Efekt był piorunujący – już w pierwszych tygodniach działalności Polidea podpisała duży kontrakt i wdarła się przebojem na rynek aplikacji mobilnych.

    W podobny sposób, dzięki inwestorom zwanym aniołami biznesu, rozwija skrzydła coraz więcej firm. Jak podaje amerykańskie stowarzyszenie inwestorów The Angel Capital Association, w 2008 r. 250 tys. „aniołów” wpompowało w młode przedsiębiorstwa 25,6 mld dolarów. Właśnie tacy inwestorzy wsparli kiedyś Amazon.com, Skype, Google czy Apple. Bo choć prawdą jest, że Steve Wozniak i Steve Jobs, zakładając firmę, mieli w kieszeni raptem 1,3 tys. dolarów, to Apple nie powstałoby bez Mike’a Markkuli, który kilka miesięcy później zainwestował w interes z jabłkiem w logo 250 tys. dolarów.

    W Polsce działa kilka sieci aniołów biznesu wspierających przedsiębiorców finansowo i merytorycznie. Najbardziej znane to: Lewiatan Business Angels, Polska Sieć Aniołów Biznesu PolBan, Śląska Sieć Aniołów Biznesu SilBan oraz Polska Fundacja Przedsiębiorczości Sieć Aniołów Biznesu. Daje to łącznie kilkuset inwestorów dysponujących setkami milionów złotych (dokładnej kwoty nikt nie jest w stanie obliczyć, ponieważ inwestorzy często chcą pozostać anonimowi). Dzięki połączeniu ich oferty oraz tysięcy ogłoszeń w rodzaju „mam pomysł na biznes, poszukuję inwestora” powstała choćby sieć doradców finansowych Goldenegg czy portal Ceneo.pl, stworzony przez Marcina Chwalika i Łukasza Zycha. Dr Michał Bieniek, chemik z Warszawy, już podczas studiów rozpoczął prace nad tzw. katalizatorami metatezy wykorzystywanymi np. do produkcji leków. Jeszcze w trakcie badań naukowych zgłosiły się firmy zainteresowane jego zakupem. – Wtedy zrozumiałem, że katalizatory to jest coś, wokół czego mogę zbudować własną firmę – mówi naukowiec. Problemem okazały się ograniczenia technologiczne – laboratorium mogło wyprodukować 15 g katalizatora, a rocznie potrzeba go było co najmniej 10 kg. Bieniek potrzebował 1-2 mln zł na początek, by kupić aparaturę i wyposażenie. Tak trafił do Wrocławskiego Parku Technologicznego, gdzie wynajął część niezbędnego sprzętu. Szukając kolejnych pieniędzy, trafił na Jacka Błońskiego, szefa Lewiatan Business Angels. Ten nie tylko doinwestował firmę, ale zaangażował się także w szukanie odbiorców produktu. To był przełom. Wprawdzie dziś Apeiron generuje przychody rzędu 100 tys. na rynku firmy – ocenia Jacek Błoński, wiceprezes European Business Angels Network (EBAN), europejskiej organizacji zrzeszającej aniołów biznesu.

    Właśnie banki i fundusze nie były zainteresowane wspieraniem biznesu Macieja Adamaszka. Odłożone przez niego 400 tys. zł wystarczyło na otwarcie w 2005 r. dwóch kawiarni W Biegu Cafe (w Krakowie i Warszawie), jednak zaraz potem zabrakło funduszy na rozwój firmy i dalsze inwestycje. Adamaszek poszukał sprzymierzeńców wśród inwestorów prywatnych zrzeszonych w Lewiatan Business Angels. Tak trafił na Piotra Pośnika, który w zamian za 50 proc. udziałów w firmie, zgodził się zainwestować w nią kilka milionów złotych. Zastrzyk gotówki pozwolił na otwarcie kilkunastu kolejnych lokali. Po pięciu latach funkcjonowania na rynku sieć warta jest 30-40 mln zł i cały czas się rozwija. – Gdybym nie trafił do LBA, moja historia skończyłaby się na dwóch kawiarniach – mówi Adamaszek.

    Inwestorzy nie robią niczego za darmo. Ich motywacja jest prosta – przy obecnych wahaniach notowań na rynkach, które jednym przynoszą spektakularne fortuny, a innych puszczają w skarpetkach, szukają własnej, jak najmniej ryzykownej drogi pomnażania pieniędzy. – Branża internetowa nie jest zbyt kapitałochłonna. Pomysł na nowy serwis można zmaterializować kosztem kilkudziesięciu tysięcy złotych, za to zyski mogą być spektakularne – twierdzi Rafał Agnieszczak, twórca i współwłaściciel serwisu Fotka.pl, który uczynił go milionerem.

    Korzystając z zarobionych na Fotce pieniędzy oraz sławy rekina biznesu internetowego, Agnieszczak lokuje pieniądze właśnie w internetowych start-upach i na razie trafia bez pudła. Serwis Szafa.pl ( jego użytkownicy wymieniają się ciuchami), który wystartował dzięki kilkudziesięciotysięcznej „dotacji” Agnieszczaka, dziś według wycen ekspertów jest wart około 2-3 mln zł.

    Rola anioła biznesu nie ogranicza się tylko do wyłożenia gotówki na start. Jest wręcz odwrotnie. – Pieniądze to jedna z ostatnich rzeczy, nad którymi myślą inwestorzy – mówi Agnieszczak. Dodaje, że sam najpierw zastanawia się, czy ludzie, którzy zgłaszają się do niego ze świetnym pomysłem, są w stanie przekuć go na realny biznes.

    Warto pamiętać, że przed rozstaniem się ze swoimi pieniędzmi inwestorzy chcą zobaczyć choć zarys biznesplanu, który określa potrzebę, jaką firma ma zaspokoić, rynek dla jej produktu lub usługi oraz sposób wykorzystania pieniędzy. Chcą inwestować w przedsiębiorstwa, które potrafią rozwinąć się na tyle, aby nakład finansowy zwrócił się dziesięciokrotnie. Z danych Stowarzyszenia Kapitału Aniołów Biznesu wynika, że w pierwszych trzech latach działania start-upy zwiększają swoją wartość średnio jedynie 2,5-krotnie. Tylko 7 proc. projektów warte jest po tym czasie dziesięciokrotność zainwestowanej sumy lub więcej. Do jednego ze znanych polskich funduszy inwestycyjnych wpływa rocznie około 200 projektów, spośród których tylko co dziesiąty wydaje się interesujący, a ostatecznie fundusz angażuje się w zaledwie dwa, trzy przedsięwzięcia.

    Wielu młodych przedsiębiorców obawia się, że zapraszając do biznesu inwestora, utracą kontrolę nad swoim przedsięwzięciem. I rzeczywiście, ceną za zdobycie inwestora jest zwykle konieczność oddania mu części udziałów w firmie. Jakub Połeć, twórca serwisu Peryskop.pl (dzięki niemu można szybko znaleźć opinie innych klientów o produktach, jakie chcemy kupić) wprowadzając do swojej firmy IIF Seed Fund, oddał mu aż połowę udziałów. Fundusz włożył w młodą firmę (powstała w maju 2009 r. i zatrudniała 14 osób) milion zł. Te pieniądze wraz z unijną dotacją z UE w wysokości 850 tys. zł pozwoliły na dokończenie prac nad najważniejszym z punktu widzenia działania firmy programem przeszukującym sieć i wyławiającym z jej treści opinie i recenzje kupionych przez internautów produktów.

    – Nie wierzę w cudowne pomysły, które sprzedaje się inwestorom za wielkie pieniądze, i to bez zobowiązań – mówi wprost Jakub Lipiński z firmy Polidea. Wprowadzając do swojej firmy łącznie czterech wspólników, zredukował swój udział w przedsięwzięciu do 20 proc. Ale nie żałuje, bo taki model spółki dał mu możliwość szybkiego przeskoczenia kilku szczebli na biznesowej drabinie. – Bez wsparcia inwestorów rozwinięcie firmy do obecnych rozmiarów zajęłoby mi dużo więcej czasu, a po drodze popełniłbym na pewno mnóstwo błędów. Nie mam żadnych wątpliwości. Wręcz żałuję, że tak późno się na to zdecydowałem – dodaje.

    źródło:

    autor: Tomasz Molga

  • Angel Capital Association
  • British Business Angels Association
  • London Business Angels
  • Polskie Stowarzyszenie Inwestorów Kapitałowych
  • Portal Medyczny MEDtube
  • Szukam Inwestora