• Anioły ci pomogą

    Artykuł na temat rynku BA w Polsce.

    Sami już dorobili się fortun. Teraz są gotowi inwestować nawet po 5 mln zł w młode spółki z dobrymi pomysłami na biznes. Blisko 30 eksprzedsiębiorców i menedżerów zrzeszyło się w klubie tzw. business angels – aniołów biznesu – przy PKPP Lewiatan

    Na świecie business angels znani są od dawna, a za ich kolebkę uważa się kalifornijską Dolinę Krzemową. Liczni przedsiębiorcy, którzy na akcjach swoich firm high-tech dorobili się bajecznych fortun, są tam gotowi ryzykować i inwestować w cudze pomysły w nadziei, że okażą się one kolejną górą złota. Inżynierom i wynalazcom pełnym wizji, ale bez kapitału na rozwój firm ani szans na kredyty bankowe, tacy inwestorzy spadali z nieba. Stąd „anioły biznesu”. Ich kwietniowa konferencja w San Francisco przyciągnęła tłumy przedsiębiorców szukających pieniędzy.

    Wiadomo już także, gdzie ich szukać w Polsce. – W 1998 r. twórcy Google otrzymali od anioła biznesu 100 tys. dol. na rozwój wyszukiwarki internetowej. Dziś jest to korporacja warta na giełdzie 80 mld dol. – mówił na piątkowej konferencji Michał Olszewski, szef Lewiatan Business Angels (LBA). Jest to klub przy Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan” zrzeszający zamożnych ludzi gotowych do inwestowania w młode firmy w zamian za udziały w nich. Jak duże – to kwestia negocjacji.

    LBA zrzesza 29 inwestorów. Do końca roku ma ich być już 50. Do LBA zdążyło już wpłynąć 30 biznesplanów od przedsiębiorców szukających pieniędzy. – Dziewięć uznaliśmy za godne polecenia inwestorom – mówił Michał Olszewski. Zasadą LBA jest, że pojedyncza inwestycja powinna się mieścić w granicach 200 tys. zł – 5 mln zł. W projekcie uczestniczy też firma doradcza PricewaterhouseCoopers, która najlepiej rokującym przedsiębiorcom obiecuje darmowe doradztwo strategiczne. Usługi LBA są darmowe m.in. dzięki temu, że projekt jest współfinansowany z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.

    W Polsce działa także inna organizacja – Polskie Stowarzyszenie Aniołów Biznesu PolBAN w Bydgoszczy. Z LBA nie współpracuje. Zrzesza 25 osób, w tym przedsiębiorców, którzy sprzedali swoje firmy i szukają możliwości pomnożenia kapitału, oraz menedżerów wciąż jeszcze zarządzających przedsiębiorstwami. Członkowie PolBAN są gotowi inwestować od 50 tys. do 1 mln zł. Ale efekty są na razie skromne – według Wojciecha Dołkowskiego, prezesa PolBAN, do tej pory udało się zrealizować jedną inwestycję „w branży informatyczno-finansowej” (na 600 tys. zł), a analizy kolejnych dwóch projektów są „na bardzo zaawansowanym etapie”. – Mamy już doświadczenie i wiemy, jak trudny jest ten rynek. Mamy także know-how, dzięki któremu możemy szybko zweryfikować projekty – mówi Dołkowski.

    Przedsiębiorcy muszą liczyć się z ostrą selekcją biznesplanów. Marcus Filipovich, przewodniczący amerykańskiej grupy Pasadena Angles, powiedział niedawno „The Wall Street Journal”, że za pośrednictwem swej strony internetowej otrzymał już ponad 500 projektów. Większość natychmiast wylądowała w koszu. Ale 20 przechodzi poważne analizy.

    Pierwszą firmą, która pozyskała inwestorów z LBA, jest Likwidator Pomoc Ubezpieczeniowa – spółka, która oferuje osobom prywatnym i małym firmom dochodzenie odszkodowań od towarzystw ubezpieczeniowych. W odróżnieniu od np. kancelarii prawnych Likwidator bierze wynagrodzenie tylko wtedy, jeśli uzyska odszkodowanie. – Większość ubezpieczonych nie jest świadoma swoich praw, co towarzystwa wykorzystują, wypłacając zaniżone odszkodowania – mówił szef Likwidatora Adam Babik, który dostrzegł w tym szansę na dobry interes. Wartość rynku szacuje na 80 mln zł i spodziewa się, że za trzy lata przychody jego firmy sięgną 6 mln zł.

    Kto i ile zainwestował w Likwidatora? – Tego nie zdradzamy. Pełna dyskrecja to podstawowy wymóg wielu inwestorów przystępujących do naszego klubu – mówi Michał Olszewski. Wiadomo tylko, że w zamian za swe fundusze inwestor objął w spółce 50-proc. udział. Także członkowie stowarzyszenia PolBAN nie chcą podawać do wiadomości ani swoich nazwisk, ani nazw spółek, w które zainwestowali.

    Termin „business angel” pozytywnie kontrastuje z ironicznym określeniem „vulture capital” (sępi kapitał), jakiego dorobiły się instytucjonalne fundusze venture capital, również skłonne do dość ryzykownych inwestycji, ale już na dalszych etapach rozwoju firm. Przedsiębiorca, wchodząc w taki układ, musi zdawać sobie sprawę, że choć pozyskuje pieniądze na rozwój, to traci wyłączne prawo do firmy, a jeśli pomysł wypali, to śmietankę będzie spijać także ktoś inny. Ale przedsiębiorcy często obawiają się też, że ktoś może przechwycić i zrealizować ich biznesplan.

    - Inwestorzy mają wgląd jedynie w skróty biznesplanów, jakie otrzymujemy – zapewnia Michał Olszewski. – Poza tym w LBA są ludzie, którzy mają doświadczenie i reputację gwarantującą etyczne działanie – dodaje.

    źródło:

    autor: Zbigniew Domaszewicz, Vadim Makarenko

  • Angel Capital Association
  • British Business Angels Association
  • London Business Angels
  • Polskie Stowarzyszenie Inwestorów Kapitałowych
  • Portal Medyczny MEDtube
  • Szukam Inwestora