• Aniołowie żądni zysku

    Polscy aniołowie biznesu mogą zaoferować młodym firmom co najmniej 350 mln złotych. W zamian oczekują połowy udziałów. Na inwestycji potrafią zarobić nawet 1000 proc.

    Stworzyłem projekt systemu, który pozwala na zdalny monitoring stanu zdrowia pacjenta poza szpitalem. Po analizie sygnału EKG informacja o zagrożeniu jest przesyłana do lekarza – mówi Marek Dziubiński, 30-letni informatyk, założyciel firmy MedicAlgorithmics. Jego spółka nie ma na razie żadnych przychodów, a na dopracowanie prototypu i testy potrzebuje kilku milionów złotych. Z pomocą przyszedł anioł biznesu. Amerykanin polskiego pochodzenia zadeklarował nie tylko finansowanie projektu, ale również pomoc w sprzedaży oprogramowania za Atlantykiem.

    Aniołowie biznesu (ang. Business Angels) to osoby zamożne, gotowe ulokować od kilkuset tysięcy do ok. 5 mln zł w przedsięwzięciach o dużym potencjale wzrostu. Najczęściej wnoszą kapitał początkowy (ang. start-up capital) na finansowanie rozwoju produktu i marketing. Wspierają firmy już działające, ale nie prowadzące jeszcze sprzedaży. Rzadziej udostępniają kapitał zalążkowy (seed capital) na sfinansowanie rozwoju pomysłu: stworzenie prototypu i badania rynku.

    W zamian za wyłożone pieniądze i pomoc w rozkręcaniu biznesu inwestorzy żądają udziałów w spółce. Najczęściej obejmują ok. 50 procent. W przypadku inwestycji bardziej ryzykownych chcą mieć pakiet kontrolny. – Taki podział, choć wymuszony, jest dobry, wymaga osiągnięcia kompromisu w najważniejszych kwestiach – przekonuje Wojciech Dołkowski, prezes stowarzyszenia PolBAN. Często anioł biznesu ustanawia zabezpieczenie na aktywach, zapewnia sobie stanowisko w zarządzie lub radzie nadzorczej, a w umowie określa ograniczenia dotyczące sprzedaży udziałów przez pomysłodawcę projektu.

    Obejmuję zawsze pakiet większościowy, potem w miarę realizacji ustalonych celów oddaję część udziałów założycielowi firmy – mówi Adam Guz, właściciel firmy konsultingowej TAG, a zarazem anioł biznesu, indywidualista. – To mój patent. Bardzo skuteczny i motywujący – dodaje.

    Zbigniew Chwalik, anioł biznesu z Kłodzka, wchodząc w nowe przedsięwzięcie, chce mieć od 50 do 70 proc. udziałów. – To pozwala skutecznie kontrolować spółkę, nie dopuścić do jej zadłużania – wyjaśnia. Tylko raz odstąpił od tej zasady. Wykładając pieniądze na rozwój internetowej porównywarki cen Ceneo.pl, zadowolił się pakietem 37 proc. akcji, ale – jak podkreśla – był to biznes rodzinny: jednym z projektodawców był jego syn.

    Chwalik wraz ze znajomym zainwestował w rozwój Ceneo.pl ok. 100 tys. euro. Po niespełna pół roku sprzedał swoje udziały inwestorowi branżowemu, zarabiając 11-krotność wyłożonej kwoty. Na innej anielskiej inwestycji – sanatorium w Sudetach – zyskał już „tylko” 150 procent. – Anioł stowarzyszony w PolBAN szykuje się do sprzedaży swojego pakietu inwestorowi branżowemu, a jego zysk z trzyletniej inwestycji może osiągnąć 500 do 1000 proc. – mówi Dołkowski. Inny inwestor z tej sieci po rocznej opiece nad spółką z branży IT sprzedał swoje udziały, zarabiając 300 procent.

    - Z naszych doświadczeń wynika, że w przypadku start-up anioł biznesu oczekuje stopy zwrotu z inwestycji na poziomie 50-60 proc. rocznie – podsumowuje Michał Olszewski, kierujący Lewiatan Business Angels.

    - W Polsce działa ok. 300 aniołów biznesu – szacuje Dołkowski. Prawie stu z nich zrzeszonych jest w organizacjach: Polskiej Sieci Aniołów Biznesu PolBAN, istniejącej od 2003 r. (obecnie 40 inwestorów) oraz w Lewiatan Business Angels (LBA), klubie działającym przy Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych (52 członków). Pod koniec ub.r. powstała trzecia organizacja o zasięgu regionalnym: Śląska Sieć Aniołów Biznesu (SilBAN). Wszystkie należą do Europejskiej Sieci Aniołów Biznesu (EBAN). Jednak większość działa na własną rękę, czasami z kilkoma znajomymi.

    Polscy aniołowie biznesu to najczęściej byli biznesmeni, którzy sprzedali swoje firmy, menedżerowie lub przedsiębiorcy. Przeważnie mężczyźni w wieku 35-60 lat, choć w LBA są też dwie panie. – Od anioła oczekujemy, że będzie posiadał przynajmniej 2 mln zł aktywów finansowych – mówi Olszewski. – Zakładamy, że minimalna wartość pojedynczej inwestycji to 200 tys. zł, a w spółkę we wczesnej fazie rozwoju nie powinno angażować się więcej niż 10-15 proc. oszczędności – dodaje. Optymalnym kandydatem na anioła LBA jest człowiek, który przynajmniej raz z sukcesem zbudował firmę od zera i zna problemy, z jakimi borykają się młode spółki.

    - Nasi członkowie deklarują gotowość ulokowania w nowych projektach 300 mln zł, w najmłodszych i najbardziej ryzykownych zaś ok. 30-40 mln zł – deklaruje Olszewski. Inwestorzy skupieni w PolBAN oferują kolejne 50 mln złotych. Do transakcji dochodzi jednak niezwykle rzadko. W sieci PolBAN od 2003 roku zrealizowano zaledwie trzy inwestycje o łącznej wartości ok. 5 mln złotych. Kilka kolejnych projektów jest w fazie zaawansowanych negocjacji. W ciągu dwóch lat członkowie LBA przeprowadzili pięć transakcji, inwestując w sumie 5,4 mln złotych.

    Polscy aniołowie są ostrożni i nie kwapią się do finansowania najbardziej ryzykownych projektów. Z tego powodu dla MedicAlgorithmics musieliśmy szukać inwestora aż w Stanach Zjednoczonych – przyznaje Olszewski.

    - Nie stać mnie na straty. Bardzo starannie dobieram firmy, w które inwestuję – mówi Adam Guz. Ryzyko ogranicza, wybierając firmy już obecne na rynku, generujące przychody. Projekty będące na etapie badań czy prototypu nie mają u niego szans. Dotychczas wsparł kapitałowo trzy przedsięwzięcia: spółkę z branży medialnej, producenta masztów aluminiowych oraz firmę informatyczną. W pojedynczy projekt inwestuje średnio 400-500 tys. złotych. Jak zapewnia, wszystkie firmy z jego portfela mają po kilkanaście milionów złotych przychodu rocznie i są rentowne.

    Ta idylla nie potrwa jednak wiecznie. Prawa statystyki są nieubłagane. Wraz ze wzrostem liczby transakcji pojawią się również przedsięwzięcia nieudane. Dlatego w przypadku anielskich inwestycji wiedza i doświadczenie biznesowe są nawet ważniejsze od pieniędzy. Inwestor sam musi ocenić potencjał rozwoju firmy i ryzyko porażki. Stowarzyszenia mu w tym nie pomogą. Pełnią głównie rolę skrzynek kontaktowych, kojarzą inwestorów z przedsiębiorcami. Dokonują także wstępnej weryfikacji zgłoszeń. Mimo to PolBAN pobiera prowizję od skojarzonej transakcji w wysokości 3-4 proc. wartości inwestycji. LBA, korzystający z grantu Unii Europejskiej, nie musiał dotychczas zarabiać na swoje utrzymanie i oferował bezpłatne pośrednictwo. Jednak już niebawem to się zmieni.

    - W ciągu kilku tygodni wprowadzimy opłaty na podobnym poziomie jak PolBAN – uprzedza szef LBA.

    - W Polsce wciąż jest więcej inwestorów niż dobrych projektów, które mogliby wspierać – twierdzą zgodnie szefowie obu organizacji aniołów biznesu. – Może dwa pomysły z dziesięciu są na tyle interesujące, by warto było spotkać się z ich autorem – potwierdza jeden z aniołów działających w sieci PolBAN.

    Odmiennego zdania jest Adam Guz. Jemu doskwiera przede wszystkim brak kapitału. – Trafiają do mnie firmy poszukujące źródeł finansowania, często to idealni kandydaci do anielskich przedsięwzięć. Niestety, gdy trzeba wyłożyć pieniądze, okazuje się, że znajomi, którzy deklarowali chęć inwestycji, właśnie kupili dom w Hiszpanii i nie mają wolnych środków. A przedsiębiorca nie może czekać zbyt długo. Z tego powodu uciekło mi już kilka bardzo ciekawych projektów – twierdzi Adam Guz.

    Cztery kroki do kapitału. Chcąc pozyskać inwestora, należy wysłać zgłoszenie do jednej z sieci aniołów biznesu. Musi ono zawierać dokładną charakterystykę projektu oraz dobrze przygotowany biznesplan. Organizacja dokonuje wstępnej kwalifikacji i decyduje, czy udostępnić ofertę aniołom, czy ją odrzucić. Kolejnym krokiem jest spotkanie z inwestorem. Jeśli obie strony przypadną sobie do gustu, zaczynają się negocjacje umowy. Poza tym można zamieścić ogłoszenia w specjalistycznych serwisach internetowych: www.Szukam-Inwestora.com lub www.Invest-Poland.com.

    Praktyka pokazuje, że najłatwiej przyciągnąć aniołów biznesu do projektów bazujących na wiedzy, głównie informatycznych.

    - Pomysłodawca musi wykazać, że jest naprawdę zaangażowany. Najlepiej, jeśli zainwestował już własne pieniądze, nawet niewielkie z punktu widzenia potrzeb spółki, ale znaczące dla jego osobistego budżetu – mówi Olszewski. – Niektórzy są skłonni finansować nawet przedsięwzięcie w fazie pomysłu. Musi to być jednak projekt unikalny, trudny do skopiowania – dodaje.

    Decydująca bywa ocena zespołu i jego umiejętności. Jednym z kryteriów jest też możliwość wyjścia z inwestycji w ciągu 3-5 lat. Aniołowie biznesu oceniają, czy spółka stanie się w tym czasie atrakcyjna dla inwestora branżowego lub finansowego, np. funduszu venture capital.

    Szansą na rozruszanie młodego i płytkiego rynku w Polsce będą fundusze kapitału zalążkowego skupiające aniołów biznesu. Od dawna istnieją one za granicą. Niebawem pierwszy powstanie również w Polsce, pod patronatem LBA.

    - To pozwoli rozproszyć ryzyko i zdynamizuje inwestycje aniołów w małe spółki – mówi Olszewski.

    Własny fundusz inwestycyjny jest też marzeniem Adama Guza. Nie ukrywa, że zainspirował go MCI Management założony przez Tomasza Czechowicza. MCI, choć jest typowym funduszem VC, ma własny program pod hasłem „Anioł Biznesu”. W tym projekcie anioł może zgłosić pomysł i dzielić się doświadczeniem, nie angażując ani złotówki. Jest wówczas kimś w rodzaju brokera – poszukuje najatrakcyjniejszych projektów i otrzymuje wynagrodzenie w wysokości 2 proc. wartości inwestycji. Jeżeli będzie aktywnie wspierał jej przygotowanie, może w nagrodę otrzymać do 5 proc. udziałów firmy.

    źródło:

    autor: Andrzej Witul

  • Angel Capital Association
  • British Business Angels Association
  • London Business Angels
  • Polskie Stowarzyszenie Inwestorów Kapitałowych
  • Portal Medyczny MEDtube
  • Szukam Inwestora