• Anioł biznesu czeka na dobre projekty

    Inwestor nie jest filantropem, chce wysokich zysków z wyłożonego kapitału. Anioł biznesu czeka na dobre projekty. Choć rodzimi aniołowie biznesu nie mogą pochwalić się dużą liczbą sfinalizowanych projektów, warto zaprezentować im swój pomysł. Na rynku nie brakuje inwestorów skłonnych wyłożyć pieniądze, ale tylko na naprawdę dobre projekty

    Sieci czy kluby business angels, skupiające w Polsce inwestorów prywatnych, działają od niedawna. Do tej pory udało się za ich pośrednictwem sfinalizować kilka projektów. Od grudnia 2003 r. działa Polska Sieć Aniołów Biznesu PolBAN. W końcu września tego roku przy Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan rozpoczął działalność klub Lewiatan Business Angels (LBA).

    - Pierwszą transakcję udało się przeprowadzić w styczniu 2005 r. Projekt jest realizowany w Warszawie. Firma działa w branży usługowej – mówi Wojciech Dołkowski, prezes zarządu PolBAN.

    W bazie PolBAN jest 33 inwestorów. Liczba projektów jest znacznie większa, docierają zazwyczaj falami, po kilkanaście, kilkadziesiąt biznesplanów w ciągu miesiąca.

    Zarówno PolBAN, jak i Lewiatan Business Angels chcą kojarzyć inwestorów z firmami o dużym potencjale, znajdującymi się we wczesnej fazie rozwoju. – PolBAN jest zainteresowany tylko firmami typu start-up, czyli takimi, które nie mają jeszcze żadnej podpisanej faktury lub zaledwie kilka – mówi Wojciech Dołkowski.

    Dla takich firm sieć poszukuje kapitału w wysokości od 50 do 500 tys. zł, a w wyjątkowych przypadkach do 1 mln zł. Wielkość typowej inwestycji kojarzonej za pośrednictwem LBA mieści się w granicach od 200 tys. zł do 5 mln zł. Klub ma na koncie dwie zrealizowane w tym roku transakcje.

    Inwestorzy i firmy poszukujące kapitału są kojarzone też m.in. za pośrednictwem serwisu www.fuzje.pl, należącego do firmy Azimutus Associates, czy platformy internetowej www.ivp.pl.

    W Polsce osób mogących zostać aniołem biznesu jest około tysiąca, podczas gdy w Wielkiej Brytanii liczba nieformalnych inwestorów sięga 20 tysięcy. Ta forma finansowania jest też bardzo popularna w Stanach Zjednoczonych. Inicjatywa nawiązania współpracy z aniołem biznesu należy zazwyczaj do klubu czy sieci skupiających inwestorów prywatnych.

    - Proponujemy współpracę osobom, o których wiemy, że mają gotówkę, określoną wiedzę branżową i nie są mocno zaangażowane w bieżącą działalność. Najbardziej pożądani są ludzie, którzy są w stanie sami kontrolować swój biznes i do nich właśnie staramy się dotrzeć – mówi Michał Olszewski, koordynator projektu w Lewiatan Business Angels.

    Inwestorzy nie chcą afiszować się ze swoim majątkiem. Większość z nich to osoby niewyróżniające się i takimi chcą pozostać. Dzięki temu, że projekty przechodzą przez klub, mają oni zapewnioną poufność i zaoszczędzają czas, bo nie muszą selekcjonować biznesplanów.

    Zazwyczaj inwestor jest zainteresowany wejściem w spółkę na 2 – 4 lata, choć oczywiście nie są to żadne okresy graniczne. Anioł chce zainwestować, zarobić i w przewidywalnym terminie wycofać się z inwestycji. Jak wynika z doświadczeń zagranicznych, najlepiej jest, jeśli w jedną spółkę angażuje się nie więcej niż 5 – 8 proc. swojego majątku. W związku z tym anioł biznesu może inwestować w kilka podmiotów.

    Na warszawskiej giełdzie jest spora grupa firm, które rozwijały się dzięki takim inwestorom. Nie są to aniołowie skupieni w sieciach, bo te są nowością na polskim rynku.

    Nieprzemyślane projekty

    Jak podkreśla Wojciech Dołkowski, każdy projekt powinien mieć cechę innowacyjności, dzięki czemu zarówno firma, jak i inwestor mogą liczyć na szybki wzrost. Niestety gros projektów, które docierają do PolBAN czy Lewiatan Business Angels, jest słabych.

    - Ostatnio zasiadałem w jury konkursu Radia PIN na najlepszy projekt. Spośród ponad 50 biznesplanów trudno było wyłonić zdecydowanych faworytów. Projektodawcy mają dużo zapału, ale nie są w stanie realnie ocenić szans na powodzenie przedsięwzięcia, nie zdają sobie często sprawy z poziomu konkurencji, czy też zbyt naiwnie szacują popyt na swoje produkty lub usługi – mówi Wojciech Dołkowski.

    Często projekty są nieprzemyślane lub bardzo słabo przygotowane pod względem technicznym. Innym problemem jest założenie, że skoro dopiero startuję, to naturalne, że nie posiadam własnych środków. Tymczasem inwestor oczekuje choćby niewielkiego wkładu własnego. Chodzi o pokazanie, że pomysłodawca poważnie i z zaangażowaniem podchodzi do swojego planu.

    Wykorzystać wiedzę

    Aniołowie zazwyczaj gotowi są inwestować w firmę z branży, w której niegdyś sami działali. Są to osoby, którym zależy nie tylko na dobrym ulokowaniu gotówki, ale również na aktywnym włączeniu się w prace nad jednym czy kilkoma projektami. Większość inwestorów definiuje obszary, jakie ich interesują; mogą to być np. nowe technologie informatyczne, media, medycyna, elektronika czy energia ekologiczna.

    - Chcą wykorzystać nie tylko swoje pieniądze, ale także kompetencje i umiejętności dotyczące np. tworzenia nowych marek masowych czy jakiegoś oprogramowania dla przemysłu. Na tym polega ekonomika całego modelu. To są osoby, które potrafią szybciej i taniej przeanalizować atrakcyjność biznesu, a także pomóc w jego realizacji – mówi Michał Olszewski.

    Z doświadczeń LBA wynika, że inwestorzy z dużych miast: Krakowa czy Gdańska są skłonni inwestować na swoim obszarze, w odległości do 100 km od miejsca zamieszkania.

    - Jeden inwestor z Krakowa, aktywny i poszukujący nowych inwestycji, dostał propozycję realizacji projektu w Gdańsku. Stwierdził jednak, że jest to za daleko. Mamy w bazie kilka osób mieszkających w Stanach Zjednoczonych lub Kanadzie i myślących o przeprowadzeniu się do Polski bądź mieszkających w naszym kraju przez dużą część roku. Ludzie ci także są zainteresowani inwestycjami w nowe, małe firmy – mówi Michał Olszewski.

    Selekcja

    Inwestor, który przyjmowany jest do klubu, zobowiązuje się do niewykorzystywania informacji w celach konkurencyjnych wobec przedsiębiorców i nieprzekazywania dokumentów osobom trzecim. Klub dokonuje wstępnej selekcji i kieruje konkretne projekty do inwestorów zainteresowanych daną branżą i wielkością inwestycji. Jeśli biznesplan zyska aprobatę, ale nie odpowiada ze względu na profil, klub proponuje go innym inwestorom, zwłaszcza nowo pozyskiwanym.

    - Czasami zdarza się, że koncepcja i opis biznesu budzi duże zainteresowanie, ale nie dochodzi do realizacji transakcji ze względów personalnych. Decyzje opierają się w dużej mierze na subiektywnej ocenie kompetencji, zaangażowania i uczciwości osób, którym mają być powierzone pieniądze – mówi Michał Olszewski.

    Niektóre przedsięwzięcia, które trafiają do LBA, opisane są bardziej w formie streszczenia niż biznesplanu. Tymczasem wymagany jest klasyczny biznesplan. Przyjmuje się, że osoba, która nie umie go przygotować, w przyszłości może mieć problem z raportowaniem czy sporządzaniem klarownych sprawozdań z bieżącej działalności. Przedsiębiorcy przygotowują biznesplan sami. Sieci czy kluby kojarzące partnerów muszą być bezstronne, więc nie pomagają w tej kwestii.

    Klub robi wstępną ocenę. Nie weryfikuje danych, wierząc, że są prawdziwe. Jeśli inwestorowi spodoba się projekt, dochodzi do spotkania z przedsiębiorcą. Jeśli przedsiębiorca sobie tego życzy, podpisywana jest szczegółowa klauzula dotycząca zachowania poufności. – Inwestorowi przekazywane są wszelkie dokumenty związane z projektem i w 100 proc. odkrywane są karty – mówi Michał Olszewski.

    Trudno określić, ile czasu upływa od przekazania biznesplanu potencjalnemu inwestorowi do jego spotkania z przedsiębiorcą. Pierwsza transakcja LBA została zrealizowana w ciągu miesiąca. Tyle minęło od chwili spotkania do przelewu środków na konto firmy. Druga transakcja została rozpoczęta w sierpniu, a sfinalizowana dopiero na początku grudnia. Zazwyczaj do transakcji dochodzi w ciągu 3 – 6 miesięcy od wstępnego zatwierdzenia projektu przez LBA.

    Podział zysków

    Inwestor i przedsiębiorca już na początku ustalają, jaki będzie podział udziałów i zysków z prowadzonej działalności. Podstawą do określenia proporcji jest wycena przedsięwzięcia i wkładu poszczególnych stron.

    - W wielu przypadkach lepiej mieć mały udział w przedsięwzięciu, które jest dużo warte, niż wszystkie udziały w nierentownej firmie – mówi Michał Olszewski. Wycena firmy we wczesnej fazie rozwoju jest trudna. Najczęściej wykorzystywana jest metoda odtworzeniowa (ile trzeba by wydać, aby stworzyć to, co firma sobą prezentuje w danej chwili), dochodowa (dyskontowanie przyszłych przepływów gotówkowych), znacznie rzadziej porównawcza. Jeśli wartość spółki zostanie określona na 100 tys. zł, a inwestor wnosi 200 tys. zł, to dzielą się w proporcji 1:2, czyli 33 proc. udziałów ma założyciel, a 66 proc. inwestor. W praktyce w większości przypadków inwestor obejmuje pakiet większościowy. – Jest pełna dowolność przy konstruowaniu umów. Spory można rozwiązywać na przykład w ten sposób, że każda ze stron ma prawo wykupić swojego udziałowca. To jest najsprawiedliwsze. Jeśli zdarzy się, że inwestor zechce wyjść z inwestycji przed określonym w umowie terminem, firma może poszukać innego inwestora czy wystąpić o finansowanie do banku – mówi Wojciech Dołkowski.

    Sposób nadzorowania rozwoju inwestycji i bieżącej działalności firmy zależy od indywidualnych preferencji obu stron. Na pewno trzeba informować, jak realizowane są wytyczone cele. Forma może być różna: raporty, sprawozdania, osobiste spotkania 2-3 razy w miesiącu, kontakt telefoniczny. W większości jest to samodzielne nadzorowanie.

    Sieć PolBAN ma charakter stowarzyszenia typu non-profit. Jest finansowana m.in. z prowizji od wartości zrealizowanych projektów, których jest animatorem.

    LBA jeszcze do końca przyszłego roku nie będzie pobierać prowizji od zrealizowanych transakcji, czyli kapitału pozyskanego na rozwój spółki. Od początku 2007 r. opłata ta będzie wynosić nie więcej niż 5 proc. kapitału.

    AGNIESZKA MORAWIECKA Wszystko poszło bardzo sprawnie

    Maciej Adamaszek właściciel W biegu cafe

    Przez wiele lat pracowałem w międzynarodowych korporacjach. Wreszcie postanowiłem zacząć pracę na własny rachunek. Zawsze lubiłem atmosferę kawiarni. Stwierdziłem, że jest luka na rynku i postanowiłem to wykorzystać. Tworzę sieć kawiarni, które są na wyższym poziomie niż typowe bary kawowe pod względem wystroju wnętrza, atmosfery, muzyki. Konkurenci bardzo mocno poszli w stronę tzw. McDonaldów kawowych. My będziemy wyróżniać się asortymentem. Zaoferujemy więcej ciast, deserów, niewielkie dania lunchowe. Wkrótce też w naszej kawiarni będzie można napić się wina. Już teraz oferujemy darmowy dostęp do bezprzewodowego Internetu. To ma być miejsce dla każdego i o każdej porze.

    Pierwszy bar otworzyliśmy w Krakowie, drugi w Warszawie. W przyszłym roku uruchomimy pięć nowych w większych miastach. Docelowo sieć będzie liczyć od 15 do 30 kawiarni.

    Pierwsze dwie kawiarnie uruchomiłem z własnych środków. Na dalsze inwestycje potrzebuję jednak kapitału. Rozglądałem się na rynku w poszukiwaniu środków. Banki są niestety bardzo nieelastyczne, szczególnie w stosunku do młodych firm znajdujących się na etapie start-up. Z kolei fundusze venture capital inwestują raczej na dalszym etapie rozwoju firmy.

    Z prasy dowiedziałem się o aniołach biznesu. Zacząłem się tym interesować. Dotarłem do Lewiatan Business Angels. Poproszono mnie, bym zaprezentował projekt. Został on zaakceptowany i rozesłany do inwestorów. Do pierwszego spotkania doszło bardzo szybko. Od chwili przekazania projektu do rozmowy z inwestorem nie minęło więcej niż dwa tygodnie. Miałem szczęście, że trafiłem na początek działalności LBA i nie było wtedy wielu ciekawych projektów. Pierwsze spotkanie było od razu strzałem w dziesiątkę. Okazało się, że inwestorowi podoba się to, co robię. On też mi bardzo odpowiadał. To człowiek, który przed kilkunastoma laty zbudował dużą firmę i parę lat temu postanowił ją sprzedać. Teraz inwestuje w ciekawe przedsięwzięcia, odpowiadające jego zainteresowaniom. Od spotkania do podjęcia decyzji o współpracy nie minęło więcej niż dwa tygodnie. Wszystko poszło bardzo sprawnie. Przedstawiciele LBA wykazali się profesjonalizmem. Napisanie biznesplanu zajęło mi kilka dni. Nie zleciłem tego żadnej zewnętrznej firmie. Zająłem się tym sam, a pomagał mi mój prywatny anioł. Konstrukcja umowy jest dosyć skomplikowana. Pierwszym etapem inwestycji jest pożyczka udzielona na dwa lata. Inwestor najpierw chce się przyjrzeć, w jaki sposób i w jakim tempie firma się rozwija, jak jest zarządzana. Interesuje go także, co oczywiste, kiedy może liczyć na zwrot z inwestycji. Po pierwszym etapie podejmiemy wspólnie decyzję, czy pożyczka będzie zamieniona na udziały, czy pieniądze zostaną zwrócone. Jeśli inwestor nadal będzie zainteresowany współpracą, zakładamy przejęcie udziałów mniejszościowych (do 35 proc.), ewentualnie docelowo nie więcej niż 50 proc. Po wyjściu inwestora z firmy bądź zamianie pożyczki na udziały trzeba będzie zrobić kolejny krok. Z pewnością będzie potrzebny kapitał. Jedną z opcji jest giełda. Może się jednak okazać, że wcześniej nawiążemy współpracę z funduszem venture capital. not. a.mr.

    Zdaniem specjalisty

    Paweł Gieryński, prezes zarządu Polskiego Stowarzyszenia Inwestorów Kapitałowych

    Działalność aniołów biznesu jest bardzo ważna. Pozwala na realizację tych przedsięwzięć, które w późniejszej fazie rozwoju firmy mogą być finansowane przez fundusze private equity. Projekty, w których realizacji uczestniczy inwestor prywatny, poddawane są zazwyczaj bardzo wysokiej dyscyplinie. Firma przyzwyczaja się do stosowania pewnych reguł zarządzania czy sprawozdawczości, dzięki czemu na dalszym etapie działania łatwiej jest jej pozyskać kapitał. Inwestorzy prywatni oprócz środków finansowych wnoszą także wiedzę i doświadczenie. Stanowią pierwsze ważne ogniwo w procesie pozyskiwania kapitału. Mamy nadzieję, że ten obszar działalności będzie się rozwijał, choć początki nie są łatwe. Wiedza firm na temat możliwości finansowania przez prywatnych inwestorów jest mała. W kilku szybko rozwijających się branżach, np. oprogramowania dla telekomunikacji, sytuacja wygląda dobrze, ponieważ przepływ informacji jest zdecydowanie lepszy.

    Generalnie przedsiębiorcy obawiają się, że przyjdzie inwestor, obieca wiele i zabierze to wszystko, co do tej pory udało się zbudować. Oczywiście wejście inwestora zawsze wiąże się z ryzykiem. Jednak ktoś, kto profesjonalnie zajmuje się inwestowaniem, ma na koncie już inne zrealizowane bądź będące w trakcie realizacji projekty. Można je potraktować jako referencje anioła biznesu. Projektów zrealizowanych w Polsce jest relatywnie dużo. Nie mamy jeszcze do czynienia z taką fazą rozwoju rynku, kiedy inwestorzy odczuwają potrzebę współpracy ze sobą i widzą sens tworzenia klubów. Wolą realizować projekty w pojedynkę, ponieważ chcą samodzielnie decydować o ich kształcie. Myślę jednak, że z czasem będzie się to zmieniać.

    Kto to jest anioł biznesu

    > majętna osoba (nie firma); > z doświadczeniem w biznesie; > osoba gotowa do podejmowania ryzyka związanego z inwestycjami w małe, startujące spółki; > najczęściej były przedsiębiorca na tzw. biznesowej emeryturze; > aktywnie wspiera rozwój spółki, w którą inwestuje.

    Przydatne strony internetowe

    > www.lba.pl > www.fuzje.pl (do transakcji z większymi firmami) www.polban.pl www.eban.org > www.ivp.pl (zajmuje się nieruchomościami i istniejącymi biznesami) > www.szukam-inwestora.com > www.psik.org.pl

    źródło:

    autor: Agnieszka Morawiecka


  • pobierz artykuł

    Adobe PDF (100 KB)